Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytrusy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytrusy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 kwietnia 2014

Umrę, jeśli go nie posadzę!

Był prześliczny, wspaniały, niezwykle filigranowy, szalenie wytworny i powoli przegrywał walkę o przetrwanie z paskudnymi chwastami. Już dawno marzyłam o własnym Klonie, więc nie zastanawiając się długo sprowadziłam go z dziczy do domu. Przedstawiam wam nowego lokatora mojego parapetu, małego dzikuska!

U moich cytrynek pojawiła się kolejna kruszyna, co daje nam już 60% skuteczności. Na razie cztery nieboraki mieszkają jeszcze w butelkowym mikroklimacie, ale już przygotowujemy się do warunków pokojowych.


Dla porównania, starsze cytrynki po opuszczeniu butelki zdecydowanie przystopowały swój dalszy wzrost. Na zdjęciu owe cytrynki i ich dwa tygodnie młodsze siostry.


Pozdrawiam serdecznie z przesiąkniętego zapachem grila śląska!
J.


czwartek, 27 marca 2014

Siostro, skalpel proszę!

Operacja zakończona pomyślnie! Pacjent żyje i powoli wraca do sił. O kim mowa? O Princess oczywiście! Jako, że kwiecień zbliża się wielkimi krokami zdecydowałam się przesadzić mojego cytrusa, w bardziej odpowiednie lokum. I muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! To, co zafundowałam swojej roślinie w zeszłym roku, było straszne. Trudność sprawił mi sam fakt wyjęcia drzewka ze starej donicy. Ziemia była glinowata i strasznie ubita. Gdy zalałam ją wodą (a wlałam ponad pół litra, żeby zamoczyć całość!), musiałam całkiem długo czekać, żeby ciecz wydostała się do podstawki. Korzenie cytrusa rozrastały się tylko po górnej warstwie, bo czym głębiej, tym trudniej było się dokopać. Nawet ja zaopatrzona w łopatkę miałam problem z jej wywalenie.

Wydaje mi się, że jak na warunki w których żyła przez ostatni rok, roślinka wygląda całkiem nieźle. Ma dużo małych korzonków. W związku z tym nie maltretowałam jej zbyt bardzo. Przycięłam jedynie korzeń palowy o 1/4 długości i kilka zwisających mocno korzonków, by stopniowo przygotowywać ją do przesadzenia w płytkiej donicy. Póki co zamieszkała w nieco mniejszej niż poprzednio, lecz w zdecydowanie lepszych warunkach. O przygotowaniu gruntu pod cytrusy pisałam TUTAJ.


W zeszłym tygodniu zaadoptowaliśmy również małego Fikusa Benjaminka. Swoją drogą bardzo polecam, w Biedronce za niecałe 12 zł można dostać naprawdę ładne drzewka. My zdecydowaliśmy się na odmianę Varieta z białymi obwódkami na liściach, ale wybór był całkiem spory.
Sporo naczytałam się o roślinach z Biedronki, więc od razu zabrałam się za pielęgnacje nowego okazu. Od razu po przyniesieniu do mieszkania zrobiłam mu porządny prysznic, pozbywając się nieprzyjemnych niespodzianek. W pierwszych dniach gubił sporo liści, ale na szczęście stojąc w  słabo nasłonecznionym miejscu jego stan się ustabilizował. Nie czekając długo, wyjęłam go z doniczki i sprawdziłam jak wygląda od środka. Ziemia w której przebywał faktycznie pozostawiała sporo do życzenia - prawie sam torf z perlitem. Jednak korzenie moim zdaniem wyglądały całkiem przyzwoicie. Drzewko ma trzy pnie, więc i trzy korzenie palowe - wszystkie przycięłam o 1/3 długości. Rozważałam, czy ich nie rozdzielić, ale ostatecznie pozostawiłam w grupie. Przycięłam również część zwisających mocno cieńszych korzonków. Ostatecznie roślinkę przesadziłam do warunków podobnych, jakie zaserwowałam cytrusowi.


Trzymajcie kciuki, by moim pacjentom nie przytrafiły się żadne pooperacyjne powikłania! Czekam, aż mój cytrus będzie miał przynajmniej połowę liści z tych, które obecnie ma Benjamin. W tym roku nie mogę już pozwolić na ich utratę, bo wygląda mizernie jak szkapa z takimi pustymi gałązkami.


Z nowości mam jeszcze do dodania, że wykiełkowała kolejna cytrynka, co sumarycznie daje 5/10 zasadzonych pestek! Oprócz tego, oprócz bluszczu próbuję ukorzenić gałązkę wierzby płaczącej, jednak pomimo iż puściła korzonki, zaczyna usychać górą i nie wiem co na to poradzić.

Uf! Ależ się dziś rozpisałam. W następnym poście na pewno przeważać będą zdjęcia, bo takie pisanie zajmuje mi strasznie dużo czasu, a i wam zapewne nie chce się tego czytać.
Pozdrawiam serdecznie!
J. 

niedziela, 23 marca 2014

Kolejni podopieczni

Witajcie kochani!
Kolejny raz przybywam pokazać wam mój domowy ogródek. Cytrusy z tygodnia na tydzień przynoszą mi coraz więcej radości. Kilka dni temu zasłyszałam, że endorfiny można przyjmować drogą doustną, ale nie tylko. Ja co dzień rano robię to obserwując, jak moi podopieczni wspaniale sobie radzą.

Pomimo, że pestki wszystkich cytryn wysiałam do doniczek jednego popołudnia, każdego sobotniego ranka odkrywam kolejne zielone pędy. W ten weekend, ku mojemu zaskoczeniu wyrosły aż dwie nowe cytrynki.


Moje Ladies natomiast rosną jak na drożdżach. Starsza osiągnęła już prawie 7 cm, a młodsza lada chwila ją dogoni. Powoli przyzwyczajam je do suchego klimatu mieszkania (wcześniej trzymałam je w mikroklimacie stworzonym z plastikowej butelki), bo gdy wyjedziemy na urlop Wielkanocny nikt nie będzie się nimi odpowiednio zajmował, a niedługo potem czeka na nie nie lada wyzwanie - PRZEPROWADZKA!


Gorące i suche powietrze znad grzejnika nie posłużyło również mojemu zamkniętemu w klatce bluszczowi. Mając na uwadze popełnione błędy przystąpiłam do próby generalnej numer 2! Ukorzenianie pędu.


Wciąż jestem w trakcie przycinania gałązek cytrusa Princess. Zgodnie z radami miłośników cytrusów [TUTAJ] bezskutecznie próbuję ukorzenić zielone pędy. Włożenie do ziemi bez ukorzeniacza nie przynosi żadnych rezultatów. Postanowiłam więc spróbować trzymać gałązki w wodzie. A wy trzymajcie kciuki, żeby tym razem się udało!


Jeszcze jako pozytywny akcent na koniec, roślinka mojego K. Choć nigdy nie lubiłam kaktusów, postanowiłam jednak przekonać się do jednego z mroczniejszych darów natury.


Pozdrawiam z deszczowej (choć wczoraj, gdy pracowałam, jeszcze słonecznej) Rudy!
Do usłyszenia!
J.


niedziela, 16 marca 2014

Nowy brzdąc w mojej kolekcji

Moja radość była ogromna, gdy wczoraj po przebudzeniu dostrzegłam, że w mojej kolekcji pojawił się kolejny zielony okaz. Obok cytrynki, którą chwaliłam się w zeszłym tygodniu zaczęła wyrastać kolejna. Przedstawiam wam moje Ladies!


Nie spodziewałam się małej, szczególnie, że pestki które wysadziłam w tejże doniczce były cienkie, zaschnięte i nie wydawały się być dobrym materiałem na solidne drzewko. Jak widać, każdemu należy dać szansę. A dla porównania, w drugiej doniczce, gdzie nasiona były bardziej dorodne, nie dzieję się nic a nic.
                     

Nie mówiłam wam jeszcze, ale moje dęby spotkał straszny los. Na początku stycznia pokazałam wam trzy sporych rozmiarów drzewka w ciasnej doniczce [TUTAJ]. Chwilę później pojawiły się kolejne trzy i wszystkie rosły bez opamiętania, niszcząc siebie nawzajem. Próbowałam ratować je, przesadzając pomimo wczesnej pory do osobnych doniczek. Miały bardzo długie i splątane korzenie, w wyniku czego nie obyło się bez znacznych szkód. Udało mi się z tego gąszczu wyciągnąć tylko kilka z nich. Dodatkowo z braku doświadczenia z takiego typu hodowlą podlałam je w pierwszym tygodniu bardzo obficie, co niestety skończyło się katastrofalnie. Drzewka zaczęły po kolei usychać i w tym momencie został mi tylko jeden dąb chylący się ku upadkowi. 
Nie wiem czy pamiętacie, ale jesienią oprócz dębów posadziłam również noski kolna [TUTAJ]. Niestety, w przeciwieństwie do dębów, z kilkunastu nasionek nie wyrosło ani jedno drzewko. Korzystając z pięknej pogody jaką sprezentowała nam natura w zeszłym tygodniu, spędziłam wolne przedpołudnie z babcią na działce i przeszukując grządki w poszukiwaniu pierwszych wiosennych kwiatów, znalazłam kilka kiełkujących nosków. Musiały porozrzucać je ptaki lub wiewiórki, gustujące w naszym orzechu. Pozbierałam je, a po kilku dniach leżakowania na wilgotnej wacie włożyłam do ziemi. Z tymczasowego braku doniczek (póki co prawie wszystkie zostały zamieszkane przez cytrusy), kilka pojedynczych nasion wylądowało w pojemnikach po kremie do twarzy. Ciekawa jestem, czy tym razem coś z nich wyrośnie.


A z nowości Handmakingowych, muszę pochwalić się wam, że skończyłam wreszcie wyszywać Damę w Kapeluszu [TUTAJ]! Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś od siebie. Zapowiedź przedstawiam na zajęciu, a na całość musicie poczekać, aż uda mi się kupić odpowiednią ramkę i definitywnie zawiesić na ścianie. 


Dziś u nas koszmarna pogoda, więc wysyłam wam pozdrowienia z nadzieją, że od jutra znów będzie wiosennie!
Do usłyszenia!

niedziela, 9 marca 2014

Reading is sexy!

Mój K. kończy dziś... ma dziś po prostu urodziny! Z tej okazji poczyniłam mu zgrabną zakładkę z drobnym podtekstem. Myślicie, że mu się spodoba? :)

Zarys kobiety z książką pochodzi ze strony: http://www.beedohave.com/ Po potraktowaniu nożyczkami nie jest już tak idealny, ale myślę, że mimo wszystko nadal przypomina smukłą kobietkę.

Pozdrawiam!
Do usłyszenia!

Edit!
Wpadłam jeszcze na moment, pochwalić się wam jak pięknie rozwijają się moje cytrusy. I like it!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Nowe cytrusy

Dawno nie było nic scrapowego. Boleje nad tym, jednak nadmiar nowych obowiązków i realizacja planów bardzo uszczuplają zasoby mojego wolnego czasu. Pewnie wiecie już, że w lipcu zaczęłam doktorat na swojej uczelni macierzystej. Od paru miesięcy pracuję także jako instruktorka warsztatów z eksperymentów dla dzieci. Poza tym, przymierzamy się do kupna własnego M, tym razem już całkiem poważnie. To naprawdę straszne pochłaniacze energii! Wobec tego dzisiaj niestety również kwiatowo, choć przyznam po cichu, że powoli zaczynam uważać to za swoje kolejne hobby!

Ostatnimi czasy, poranną kawę często piję przy lekturze forum poświęconego cytrusom (O TUTAJ!). Przyjazna atmosfera panująca wśród miłośników roślin egzotycznych zachęciła mnie do założenia konta i podzielenia się własnymi wątpliwościami. Uważnie absorbując rady doświadczonych hodowców i ja zabrałam się do roboty.

Doniczki z Castoramy zdecydowanie stały się moimi ulubionymi! Bardzo do gustu przypadł mi zarówno motyw, jak i kolor. Zainwestowałam w kolejne kilka sztuk, z przeznaczeniem dla moich cytrusów.


W małych doniczkach (6,5 cm x 7-9,5 cm) zasadziłam po pięć pestek cytryny. Nie macie pojęcia jak trudno było mi je zdobyć! Czy i wy trafiacie na jakieś genetycznie modyfikowane owoce bez pestek? Te moje kupowane były w supermarketach, na targu i małych sklepikach w okolicy. Wszędzie to samo - brak pestek. Wcześniej tego nie zauważyłam. Na co dzień to jest wygodne, gdy nie trzeba ich wypluwać przy jedzeniu, ale czy na pewno takie dobre?

Przygotowałam specjalny grunt, który powinien lepiej służyć roślinkom niż zwykła ziemia doniczkowa. Na dno pojemnika nałożyłam siatkę, potem niewielki drenaż z kamyczków i podłoże z ziemi, torfu i piasku w stosunku 6:4:3. 


Mojego cytrusa Princess (eksperci twierdzą, że jest to mandarynka, więc mi jako laikowi wypada tylko wierzyć w ich ocenę) postanowiłam poddać radykalnym zabiegom. Tydzień temu ucięłam mu wszystkie uschnięte gałązki, a dziś dwa żywe pędy. Przyznam, że było to dla mnie niezwykle trudne wyzwanie. Jednak wszędzie spotykałam się z twierdzeniem, że nie ma nic gorszego, niż pozwolić drzewku rosnąć samopas, co ostatecznie zmusiło mnie do wykonania zabiegu. Ucięte gałązki, zgodnie z radą pewnego cytrusomaniaka, włożyłam do ziemi, tak samo przygotowanej jak dla pestek cytryn. Niestety nie znalazłam nigdzie ukorzeniacza, więc nie wiem czy uda się puścić korzonki choć jednej gałązce.


Pozdrawiam was serdecznie z niemalże wiosennego śląska!
Do usłyszenia!

piątek, 29 marca 2013

Chwalę się - Czyli co się dzieje z moją klatką

Dzisiejszy post dłuższy, aczkolwiek nie mniej ciekawy, bo o mojej ostatniej miłości. Parę(naście) dni temu pisałam wam jaki piękny prezent dostałam na urodziny (O TUTAJ! :)). Gdy tylko zobaczyłam ten cudowny sędziwy przedmiot, od razu wiedziałam, do czego mi posłuży. Oczami wyobraźni zobaczyłam go w swoim nowym (niedoszłym jeszcze co prawda, aczkolwiek aktualnie poszukiwanym) mieszkaniu, w roli, jaką dla niego wybrałam. Wyglądał wspaniale!

A zaczęło się tak: Jakiś czas temu, przeglądając blogi wnętrzarskie, natrafiłam na to zdjęcie: 
Zdjęcie pochodzi z bloga
http://inspirationforhome.blogspot.com/
Klatki zwisające na tyłach pokoju od razu mnie oczarowały. Zakochałam się i zapisałam nie w pamięci komputera, ale i swojej ten obraz. Uwielbiam naturę i klimat schabby chic, więc wiedziałam, że coś takiego MUSI znaleźć się u mnie w domu. Gdy miałam już w rękach klatkę, zaczęłam działać. Z babcinego kwietnika urwałam kilka pędów bluszczu i czekałam na pierwsze korzonki. Problem pojawił się, gdy chciałam włożyć do środka jakąkolwiek doniczkę. Wszystkie były za duże, w porównaniu do małych drzwiczek klatki!


Z opresji wyszłam jednak obronną ręką. Kupiłam pojemnik na jedzenie za całe 2zł. Pojemniki te są wykonane z bardziej wytrzymałego i giętkiego materiału, przez co z trudem, bo z trudem, ale udało się włożyć jeden z nich do klatki. Za pomocą gwoździa, szczypiec i świeczki zrobiłam otwory do przepuszczania wody. No i tu pytanie do was, otóż: Co zrobić z takimi przypalonymi gwoździami? Da się je oczyścić czy nadają się już do wyrzucenia?


Podczas wielkanocnych porządków, jako, że jest już po świętym Janie, zabrałam się za sadzenie moich nowych przyjaciół. I oto rozgościły się już między prętami dwa młode pędy bluszczu. Czekamy, aż zasną rosnąć :)


A przy okazji pokazuje wam moja największą zieloną przyjaciółkę i z przykrością stwierdzam, że nie pamiętam jakiego cytrusa posadziłam kilka lat temu. Czy to była cytryna, pomarańcza, czy może mandarynka. Mimo tego dogadujemy się świetnie :)


Pozdrawiam, życząc spokojnych i wesołych świąt (tak! tak!) wielkiej nocy :)